“Zwrotnik węży” – Marie Brennan

Nie musiałam długo czekać na kolejny tom przygód Lady Trent. Pierwsza cześć przyciągnęła mnie zachwycającą okładką, jednak treść była zgoła inna niż się spodziewałam. Jestem zakochana w smokach, ich majestatyczność, piękno i niejednokrotnie inteligencja zachwycają mnie od najmłodszych lat. Sam tytuł pierwszego tomu wprawił mnie w szybsze bicie serca – “Historia naturalna smoków” – mimo początkowego rozczarowania, iż nie jest to podręcznik o moich ukochanych fantastycznych stworzeniach, lektura pozostawiła po sobie miłe wrażenia.

“Przyjechałam badać smoki, najpierw jednak musiałam  uporać się z ludźmi i obawiałam się, że będą dla mnie większym zagrożeniem niż wszystkie tropikalne gorączki razem wzięte”

Cykl książek ” Pamiętniki Lady Trent” to opowieść o Izabeli, która cechuje się zamiłowaniem do tematów które nie przestoją kobiecie, w środowisku z którego się wywodzi. Wdowa z małym dzieckiem nie powinna nawet myśleć o kolejnej wyprawie w poszukiwaniu “krwiożerczych bestii”. Jednak to definiuje naszą bohaterkę i jest sensem jej życia. Mały Jacob jest nieplanowaną niespodzianką po śmierci męża. Izabela kocha syna, jednak ma mu za złe to, że jakoby ogranicza ją jako naukowca. W końcu jednak akcja pcha się do przodu i wypływamy z Izabelą, Natalie Oscott oraz Thomasem Wilkerem w podróż do Erigii. Scrilandia mocno przypomina wiktoriańską Anglię, Eriga natomiast kolonie afrykańskie. Dzięki autorce poruszamy się po świecie jakby nam znanym, a jednak obcym – specyficzna nomenklatura wprowadza nas w lekką konsternację. Nazwy stanowisk, miejsc czy miesięcy są dla nas czarną magią i mimo, że autorka napisze nam “pewnego athemerowego poranka na początku pluvisa” nie mamy zielonego pojęcia kiedy to było.

Jak na swój młody wiek Izabela Camhest (lat 23) zachowuje się nader dojrzale i wykazuje się wiedzą oraz doświadczeniem dużo starszej kobiety. Wiemy, że to pamiętniki i to pisane w późniejszych latach jej życia, więc może jest to nieobiektywne z mojej strony, ale jak na 23-latkę jest nader elokwentna. Chociaż ma również “gorące wargi” i nie potrafi pohamować swojego temperamentu, niejednokrotnie rujnując długo budowane zaufanie innych.

Powieść nie obfituje w smoki, wydaje mi się, że w tomie pierwszym było ich zdecydowanie więcej lub jakoś bardziej z nimi obcowaliśmy. Teraz książka skupia się na ludziach i ich zachowaniach, zróżnicowaniu kulturowym odwiedzanego kawałka świata, a także obserwowaniu konfliktu pomiędzy krajami. Za dużo polityki jak na mój gust. Książka powinna przypaść do gustu osobom lubującym się w antropologii. Także przyrodnicy znajdą dla siebie bujne opisy zachowań bagna i otaczającego naszych bohaterów lasu.

 “Możecie się śmiać: hipopotamy wyglądają raczej absurdalnie, a określenie “karłowaty” sugeruje wersję kieszonkową. Jednak przeciętny hipopotam karłowaty waży ponad dwieście kilogramów i stłucze na kwaśne jabłko wszystko, co wtargnie na jego wody.”

Powieść wykorzystuje manierę XIX-wiecznego pamiętnikarstwa, stawia więc lady Trent na przedzie, nie odbierając nam jednak przyjemności z odkrywania postaci drugoplanowych. Nie mamy tutaj romansu – och dziękuję – więc nic nie mdli naszej uwagi zasłaniając ją milionem motyli i serduszek. Bohaterka skupia się na pracy i pokazuje nam swoją determinację z dążenia do celu. Jest postać męska, która towarzyszy nam przez cały tom to Thomas Wilker, asystent fundatora wyprawy Lorda Hilforda. Tom to wiarygodna postać wnosząca warstwę przyjaźni między kobietą a mężczyzną, ale także pokazującą, że walczy przede wszystkich z własnym pochodzeniem, kiedy Izabela musi zmagać się z ograniczeniami, jakie nadaje jej płeć w ówczesnych warunkach społecznych. Natalie zaś wyrywa się z pod twardej ręki ojca i ujawnia swoje zamiłowanie do majsterkowania i wynalazków. Nie jest postacią, która zapada w pamięć, chociaż odważnie poruszony zostaje lesbijski wątek, który w sumie chyba umiera śmiercią naturalną.

Zdziwiło mnie, że książka została przetłumaczona przez dwie osoby – Dorotę Żywno (rozdział 1-5) oraz Danutę Górską(6-25) – jako czytelnik nie odczułam tego, a muszę przyznać że panie odwaliły kawal dobrej roboty, ponieważ autorka używa specyficznych nazw.

Książka zachwyca okładką, szczegółowymi ilustracjami Todda Lockwooda, ale porywa również przygodą, na którą wybrała się Izabela, a przede wszystkim pokazuje nam determinację oraz odwagę, której wymaga walcząca o emancypację kobiety- naukowca przyrodniczka. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy tej porywającej serii.

Tą recenzję znajdziecie również na portalu Bookparadise.pl
(Visited 6 times, 1 visits today)
Share