“Za gwiazdy, które słuchają. I marzenia, które się spełniają.”

Tytuł: Dwór mgieł i furii
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uroboros
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 768
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński

Kilka dni zanosiłam się z zamiarem przelania tutaj odczuć po drugim tomie trylogii z pod pióra Sarah J. Mass. Jakoś w moich myślach zawsze brzmi to tak patetycznie i czuje, że zachwycę was tym co mam wam do przekazania, a później dupa. Czekałam na tę książkę z niecierpliwością, prawie 6 miesięcy zbierałam kawałki swojego serducha i pieczołowicie składałam je na miejsce, by po przewróceniu ostatniej strony “Dworu mgieł i furii” roztrzaskać je znów. Teraz to już nie wiem czy się pozbieram. Autorka zafundowała nam rollercoaster zakończony rozpłaszczeniem się na ścianie zwanej “cliffhager”.

Tutaj standardowo pojawiał się opis z okładki, jednak jeśli ktoś z Was jest przed lekturą “Dworu Cierni i Róż” (recenzja w linku), polecam omijać  zajawkę książki, ponieważ zaatakuje Was takimi spojlerami, że zniechęcicie się do dalszego odkrywania tego cudownego świata. Ja również postaram się Wam przekazać swoje wrażenia, omijając rażące spojlery.

Fabuła:
Od wydarzeń pod Górą mijają już dwa miesiące i może się wydawać, że czeka nas teraz tylko sielankowe życie na Dworze Wiosny – urocze przejażdżki wśród szmaragdowych traw, kojące trele wiecznie plątających się tutaj ptaków. Cóż…nic bardziej mylnego. Nasza wojownicza Feyra zostaje zakuta w zwiewne sukieneczki i rolę księżniczki na dworze, czego zupełnie się nie spodziewała i na pewno nie było to to czego pragnęła. Dni mijają jej na ploteczkach z przyjaciółką, wybieraniu koronek i koloru kwiatów na swoją uroczystość zaślubin. Jednak każdej nocy zostaje więźniem własnych wspomnień i cierpienia, niestety przeżywając wszystko jeszcze raz, znów w samotności, mimo iż Tamlin stara się chronić ją za wszelką cenę. Tą ceną staje się wolność Feyry. W najmniej oczekiwanym momencie po spłatę swojego długu upomina się Książę Dworu Nocy – niejako przybywając bohaterce z pomocą. Któż by się spodziewał tego po cynicznym i okrutnym Rhysandzie. Pomimo początkowej niechęci zostawiania za sobą Tamlina, bohaterce coraz bardziej podoba się świat ciemności i skrzących się gwiazd. Świat wolności słowa, myśli, czynu oraz świat, który powoli koi jej duszę.
Co takiego ukrywa podstępny Rhysand i do czego posunie się Tamlin w odzyskaniu “swojej własności”. Dlaczego Prythian  jest w niebezpieczeństwie i znów tylko Feyra jest w stanie ich wszystkich uratować?

 

“Kiedy spędzasz tak wiele czasu uwięziony w ciemności, Lucienie, odkrywasz, że ciemność zaczyna patrzeć na ciebie.”

 

Kompozycja:
Jeśli stwierdziłam, że pokochałam “Dwór Cierni i Róż” i była to dla mnie książka przemyślana, to może nie cofam tego co już napisane, ale uaktualnię to o stwierdzenie, że drugi tom powieści jest o level lepszy i kocham go bardziej 🙂
W oczekiwaniu na książkę spotkałam się gdzieś ze stwierdzeniem, że ten tom opierał będzie się na micie o Persefonie, która zawieszona między dwoma światami należała do wszystkich i do nikogo. Feyra należy do siebie i długo zajmuje jej dojście do tego wniosku. Przez większość powieści jest więźniem swoich czynów, potępia siebie za to co stało się pod Górą i nie potrafi wybaczyć Tamlinowi jego zawziętości, ale też obojętności na jej cierpienie.
Boli mnie to, że po macoszemu potraktowany zostaje Lucien, którego kochałam swoim niewinnym serduszkiem, skłaniającym się pod koniec książki do Rhysa (kobieta zmienną jest), który z zadziornego admirała, stał się fermowym lisem, zaszczutym przez swojego pana i nie mającym własnego zdania manekinem.
W tej części książki porzucamy i zostawiamy za sobą Dwór Wiosny i jego mieszkańców, którzy teraz wydają nam się nieco odpychający. Cała nasza zgraja fae jakby zamienia się rolami, Ci których kochaliśmy nagle dopuszczają się czynów, które roztrzaskują ten idealny stworzony przez nas obraz.
Zatraca się również ta płynność i malowniczość opisywania przez bohaterkę tego co widzi. Wydarzenia z Amaranthą zabiły w Feyrze jej miłość do malowania i opisywania wszystkiego kolorami i ekspresją barw. Jednak nie ujmuje nam to przyjemności odkrywania z nią Krainy Nocy. ACOTAR trzymał nas w jednym miejscu, nie ukazując rozległości i piękna tego świata. Rhysand – zabierze nas w cudowną wycieczkę po swoim świecie – odkrywając miasta, wioski, piękne lasy czy samotne domki z równą łatwością jak swój prawdziwy charakter. Nasz Książe Dworu Nocy nosi bardzo okrutna maskę, chowając przed wszystkimi to co kocha. Swój dom, przyjaciół i pasje do latania. Z każdą stroną coraz bardziej wsiąkałam w Prythian chcąc postawić stopę na brukowanych uliczkach Velaris, wyciągnąć twarz do słońca w Dworze Lata i podziwiać gwieździste niebo z Domu Wiatru. Dopiero teraz możemy zobaczyć jak rozległa jest to kraina i jak różnorodne fae ją zamieszkują. Czułam się jakbym wróciła do domu, otoczona przyjaciółmi mogłam chłonąć wszystko co zaserwowała nam autorka. Czasami zgrzytało kiedy irytowały mnie powtórzenia niektórych fraz, ale w ogólnym zarysie straciło się to pod emocjami jakie nami targają w czasie lektury.
Powieść mimo dużej objętości nie nudzi nas opisami czy zbędnym ukazywaniem nam codzienności. Wszystko dostajemy wyważone, przetykane akcją, romansem, cudownymi przekomarzankami postaci.
Poza Rhysandem i Feyrą poznamy rozrywkowych skrzydlatych przedstawicieli Ilyrian – Kasjana i Azriela, kuzynkę Rhysa – Morrigan (niech nie zwiedzie Was jej słodki wygląd) oraz “smoczycę” Amrenę (całą książkę czytaną przeze mnie jako Amarena 🙂 ),  to wybuchowe towarzystwo nie pozwoli Wam się nudzić przez prawie 760 stron.
Uważałam, że pierwsza cześć plasuje się w nurcie young adult – ten tom jednak momentami zbyt mocno ocieka erotyzmem, by polecić ją młodszym czytelnikom. Nie razi nas to, ale opisy bywają czasami prymitywne i zbyt graficzne jak dla mnie. Zatraca się gdzieś subtelność flirtu Rhysa i Feyry którzy, jakby nie patrzeć, są przedstawicielami raczej arystokratycznej kasty tego świata.

 

“- On mnie kochał… wciąż mnie kocha, Rhysandzie.
– Problemem nie jest to, czy cię kocha, tylko jak bardzo. Za bardzo. Miłość potrafi być trucizną.”

 


Ocena 11/10
Co do oceny nie mogło być inaczej. Jest to książka porywająca, zamykająca w swoim świecie i niewypuszczająca jeszcze długo po odłożeniu jej na półkę. Mogę być nieobiektywna, ponieważ zakochałam się w tym świecie bez pamięci i zachowuję się czasami jak psychotyczna fanka, ale z czystym ( i roztrzaskanym na kawałki) sercem polecam ją osobom lubiącym fantastykę z wątkiem romantycznym.
Drugi tom napisany z dużo większym rozmachem zostawi was kochani z ogromnym niedosytem – ACOMAF jest jeszcze mroczniejszy i bardziej zmysłowy niż poprzednia część i jest jedną z lepszych książek, które czytałam w przeciągu ostatnich lat. Z niecierpliwością wyczekuję na tom trzeci, który według słów wydawnictwa zostanie wydany jeszcze w tym roku <3

“Ponieważ w drzwiach stali dwaj uskrzydleni mężczyźni, których widziałam wcześniej w domu w mieście. I się szczerzyli.”

PS: Moje własne słowa zostawione na blogu Review Junkie po przeczytaniu ACOTAR “Musze Ci powiedzieć, że niejednokrotnie było mi Rhysa żal, chciałam go przytulić, dać mu trochę ciepła. Pociągała mnie jego drapieżność i tajemniczość. I zdradzę Ci, że w drugiej części pojawi się na pewno, ponieważ “Dwór mgły i furii” oparty jest na micie o Persefonie i Hadesie, a wiemy na jaki układ poszła nasza mała łowczyni” żeby nie było, że “loffciam” Rhysa od teraz 😛

(Visited 160 times, 1 visits today)
Share