Weterynaryjna praktyka lat 30′ XX w.? Tylko z Herriotem!


de15ba4b86e61657eb30510883101886eef8Tytuł: Jeśli tylko potrafiłyby mówić
Autor: James Herriot
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 1995
Ilość stron: 220

Kto z Was nie marzył o zostaniu weterynarzem jako dziecko? Pomaganiu naszym małym i dużym, bardziej lub mniej włochatym przyjaciołom? Było to moje skryte marzenie od momentu kiedy zaczęłam rozumieć co znaczy słowo?odpowiedzialność?. Po książki pana Herriota sięgnęłam z polecenia zaprzyjaźnionej Pani Weterynarz 😉 *pozdrawiam Agnieszkę*
Wpadłam do biblioteki jak burza i przetrząsałam półki w poszukiwaniu zachwalanych pozycji. Co o książce mówi nam tylna okładka?


?Kiedy świeżo upieczony weterynarz James Herriot przybywa do małej wioski Darrowby w górach Yorkshire, nie ma pojęcia, czego powinien oczekiwać. Jak ułożą mu się stosunki z szefem i z miejscowymi farmerami? A co sobie o nim pomyślą zwierzęta?
W pierwszym tomie zabawnych wspomnień Jamesa Herriota z cyklu „Wszystkie stworzenia małe i duże” spotykamy nieobliczalnego Siegfrieda Farnona, jego czarującego brata, studenta Tristana, wiele niezapomnianych krów, byków, świń i koni oraz jedynego psiego arystokratę o dźwięcznym imieniu Tricki Woo.?


Fabuła:
James Alfred „Alf” Wight – brytyjski lekarz weterynarii oraz autor powieści znany jako James Herriot ? opisuje w książce perypetie swojego alter ego, podejmującego praktykę asystenta weterynarza w malowniczej miejscowości Darrowby w Yorkshire. Bardzo obrazowo ujmuje piękno i dzikość tamtych okolic, sprawiając, iż z każdą strona chcemy przenieść się tam bardziej i bardziej. Pierwsza strona wita nas kwintesencją tej książki.


?Leżałem na brzuchu na kamienistym podłożu, w kałuży śluzu, trzymając rękę po bark wewnątrz macicy rodzącej krowy […]?12804080_1215276855166584_1970616291_n


Jeśli nie zrażają Was, czasami bardzo obrazowe, opisy fizjologii zwierząt, możecie brnąć dalej. Autor wprowadza nas w swoje życie zaraz po zakończeniu studiów kiedy to siedząc w rozklekotanym autobusie, pełen nadziei jedzie podjąć pracę u ekscentrycznego doktora Siegfrieda Farnona. W trakcie lektury poznamy również Tristana ? młodszego brata przełożonego ? etatowego bawidamka i konesera dobrego piwa. Od teraz wciśnięci wraz z Jamesem w jego małym, wysłużonym Austinie, będziemy mknąc wśród dróg otoczonych niskimi murkami po okolicznych farmach rozsianych wśród pół Yorkshire. Książka jest zlepkiem powiązanych ze sobą opowieści z jego praktyki, która kręci się głównie wokół dużych zwierząt gospodarskich jak konie, bydło czy świnie, czasami tylko pozwalając mu odetchnąć przy małych zwierzętach towarzyszących. Tak właśnie przyjdzie nam poznać hojnego pekińczyka Tricky Woo oraz jego zwariowaną właścicielkę Panią Pumphrey. ?Bolipupka? jest jednym z powodów częstych wizyt Herriota w jej posiadłości, a to tylko jedna z wielu uroczo nazywanych przez właścicielkę przypadłości jakie dopadają Wielmożnego Pana Trickiego. Nie wszystkie wyjazdy uraczą nas szczęśliwym zakończeniem, więc wrażliwszym osobom polecam mieć na podorędziu paczkę chusteczek.

 

?Pies nadal darzący sympatią człowieka, który chwytał go i wyciskał mu odbytnice przy każdym spotkaniu, musiał być niezwykle wyrozumiały.?

 

Kompozycja:
Herriot cudownie uchwycił w swojej książce ludzi – zwykłych farmerów, arystokratów oraz ?arystokratów? z którymi przyszło mu współpracować. Interesujące jest jak wiele możemy dowiedzieć się o ?czarno-magicznych? praktykach farmerów, którymi przez lata traktowali swoje zwierzęta, słuchając wszechwiedzących sąsiadów. Niektóre wprawiały mnie w tak mocne ?opadnięcie rąk?, że odkładałam na chwile książkę by przetrawić wiedzę, którą właśnie zyskałam. Nigdy nie interesowałam się latami 30′ i 40′ ubiegłego wieku, jednak bardzo przyjemnie czyta się umiejscowioną tam akcję. Język jest lekki oraz płynny co bardzo ułatwiało i przyspieszało mi lekturę. Humorystyczne wstawki oraz niektóre komentarze doktora Herriota powodowały u mnie salwy śmiechu, które przyciągały uwagę ludzi w tramwajach, pochylających się by dojrzeć tytuł. James, Siegfried oraz Tristan bardzo różnią się od siebie co nie prowadzi do nudnych dialogów w scenach dziejących się w Skeldale House. W tekście nie znalazłam żadnych niespójności czy literówek.


 

Ocena 8/10
Polecam wszystkim osobom lubującym się w powieści obyczajowej – sprawnie napisana, lekka. Niewielka liczba stron sprawia, że książka idealnie nadaje się na podróż lub wieczorny relaks przy herbacie. Tematyka powinna zachęcić miłośników zwierząt lub tak jak ja niespełnionych lekarzy weterynarii.


?Jeśli któryś z Was zdecyduje się zostać weterynarzem nigdy nie zarobi majątku, będzie jednak prowadził życie niezwykle ciekawe i pełne niespodzianek?

(Visited 37 times, 1 visits today)