Sensacja i romans, czyli to co lubię najbardziej!

Tytuł: Niebo Montany
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1997
Ilość stron: 408
Tłumaczenie: Bożena Krzyżanowska

Posucha tu straszna, za co was serdecznie przepraszam. Niestety kwiecień był dla mnie miesiącem bardzo aktywnym, nie miałam czasu ani na czytanie ani tym bardziej na nadrabianie zaległości z przelewaniem swoich odczuć po przeczytanych już pozycjach. Jestem w plecy z tak dużą ilością książek, że będzie trzeba poświęcić jeden dzień tylko na spisanie „recenzji”. Na głowie do lipca wisi nade mną jeszcze organizacja Funconu, a także pojedynczych dni z planszówkami ponieważ jako wiceprezes (lans, lans) stowarzyszenia nie mogę traktować tego po macoszemu.

„Przymus najczęściej wywołuje zupełnie odwrotny skutek”

Wracając jednak do książek, a w sumie teraz będzie coś łączonego ponieważ pozostawię tutaj odczucia również po ekranizacji. Bardzo długo szukałam „Nieba Montany” w bibliotekach, jako że Adam nie pozwala mi kupować romansów na własność. Niestety nie miałam szczęścia, aż do pewnego popołudnia gdy znajoma oznajmiła, że ma! Często polecana mi na grupach książkowych, jako jedna z lepszych dziejących się na ranczach powieści.

Fabuła:
Jack Mercy, hulaka i gbur, w końcu umiera. Cała okolica może nie wiwatuje ze szczęścia, jednak nie odczuwa dojmującego żalu z tego powodu. Staruszek zgromadził na swoim koncie pokaźna kwotę, a także całe życie poświęcił dla swojego bydła na ranczu Marcy. Dorobił się trzech córek, każdej z inną kobietą. Nieznające się przyrodnie siostry staną się pionkami w grze, którą Jack poprowadzi z nimi zza grobu. Aby odziedziczyć majątek będą musiały pozostać przez rok razem i prowadzić ranczo zgodnie. Willa – najmłodsza z nich, od urodzenia mieszkała z Jackiem, który nie traktował jej jak swoją córkę, wymagał od niej zbyt wiele i tak po śmierci matki wychowywana przez gospodynie i zarządce dziewczyna stała się idealnym przykładem kobiety-kowboja. Tess – zwana również Hollywood – pisząca scenariusze, przesadnie dbająca o swój wygląd kobieta, która nie wyobraża sobie życia w „tej dziczy” oraz Lily – „szara myszka” uciekająca po rozwodzie przed mężem tyranem. To wybuchowe trio sprawi, że pomimo ponurych wydarzeń na usta wpełznie wam czasem uśmieszek. Standardowo nie może zabraknąć trójki kowboi, którzy otoczą nasze panie męskim ramieniem ( chociaż Willa średnio potrzebuje).

„A swoją drogą, nie wiem jak wy, mężczyźni jesteście w stanie to znieść. To, że wszystko, co się w życiu liczy – wasze ego, wasza osobowość i odzwierciedlenie waszych uczuć dynda wam między nogami.”

Kompozycja:
Książka jest bardzo dobrze trzymającym w napięciu kryminałem, pełnym grozy, jak dla mnie, i dramatycznych wydarzeń ( giną zwierzątka 🙁 ). Do samego końca nie spodziewałam się takiego rozwiązania sprawy, podejrzewałam już każdego na ranczu, nawet osoby które wykluczałam na samym początku. Bardzo mocno autorka gra na naszych uczuciach i dość obrazowo przedstawia nam psychopatycznego morderce i jego czyny. Momentami byłam przerażona i ściskało mi gardło – nie jestem fanem mocnych opisów typu gore. Wątek romantyczny wprowadzony trochę naiwnie, jednak nie drażnił mnie tak bardzo jak w „Bezwstydnej cnocie”, ponieważ byłam skupiona na wytypowaniu mordercy. I Montana…cudowne opisy przyrody, pochłaniające nas bez reszty i sprawiające, że włącza się tęsknota za przestrzenią, końskim grzbietem i wolnością. Nie zawiodłam się na tej książce, Roberts równomiernie rozkłada napięcie, by w momencie kulminacyjnym zwalić czytelnika z nóg.


A teraz przejdźmy do ekranizacji.

Tytuł: Niebo Montany
Reżyseria: Mike Robe
Produkcja: USA
Premiera: 5 lutego 2017

Fabuła wydaje się jakby nieco zmieniona, zaczynając film już po pierwszej scenie mocno skrzywiłam się i zatrzymałam projekcję by wziąć głęboki wdech. Stwierdziłam jednak, że skoro męczyłam Adama tyle by go dla mnie znalazł to poświecę to 1,5 godziny z mojego życia. Aktorzy wcale a wcale nie zgadzają się nawet w 1/8 z moimi wyobrażeniami, charaktery które urzekały w książce tutaj zostały spłycone do minimum. Wątek kryminalny posuwa się tutaj zatrważająco szybko i chaotycznie, w zupełnie złej kolejności i zabijając czasami nie te osoby czy stworzenia. Książka pokazuje nam piękno Montany, zapierające dech widoki i ostrość Gór Skalistych tutaj odwiedzamy, ranczo, ranczo, ranczo, jakieś miasto i polanę w górach. Nuda. Byłam zniesmaczona po zakończeniu seansu i mimo tego iż wiem że film nigdy nie będzie wierną kopią książki, a tylko kręcony na jej podstawie to jak można było zepsuć taką piękną historię o trzech miłościach i morderstwie.

 


OCENA:
KSIĄŻKA 8/10
FILM 2/10
Gdybym w pierwszej kolejności trafiła na film, jestem pewna, że nie sięgnęłabym po książkę. Zraziło by mnie jak nijak zostało to wszystko ukazane. Książka urzeka nas od pierwszych stron, nie sposób odłożyć jej na długo ponieważ jest to typ powieści przy której czas upłynie niezauważalnie. Mimo mnogości postaci, potrafimy się szybko odnaleźć i chętnie chcielibyśmy przynależeć do rancza Marcy, zżywając się z każdym stworzeniem jak Willa czy Ham. Chociaż na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo i boimy się, czy odwracając stronę znów nie napotkamy martwego cielaka (czy pracownika) to podoba mi się to, że jest czas na romantyczne podchody głównych bohaterów. Jeśli chcecie poczuć przyjemny i mniej przyjemny dreszczyk emocji sięgnijcie po książkę, zrzucając film w otchłań zapomnienia.

 

 

 

 

(Visited 24 times, 1 visits today)