Meg Cabot Time!

Ogromny kac nastał po „Dworze mgieł i furii”. Żadna książka nie potrafiła wypełnić pustki po przygodach Feyry i Rhysanda. Zabierałam się za kilka większych pozycji i nie potrafiłam przemóc się do ich rozpoczęcia. Wtedy z pomocą przychodzą mi książeczki pani Meg Cabot. Jej humor potrafi rozruszać moje zastane komórki mózgowe i pobudzić je do przechodzenia z jednej historii w drugą. Są cienkie, naszpikowane sarkazmem, ironią, żartami i infantylnymi problemami, które nie zmuszają mojej mózgownicy do myślenia, a do ślepego podążania za tekstem i parskania śmiechem w odpowiednich momentach.
Tak więc przedstawiam Wam zbiorową recenzję czterech pozycji.


Tytuł: Zbrodnie w rozmiarze XL
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2005
Ilość stron: 272
Tłumaczenie: Edyta Jaczewska

Fabuła:
Heather Wells musi nauczyć się żyć w normalnym świecie po porzuceniu tras koncertowych i życia nastoletniej gwiazdy popu. Jej narzeczony okazał się ostatnim złamasem, przez co zajadła swoje problemy i raczej „wyrosła” ze zwiewnych estradowych ciuszków. Kocha śpiewać i oczywiście robi to po kryjomu w swoim mieszkaniu, pisząc przy okazji własne piosenki, jednak nie mając odwagi wyjść z nimi do świata. Każdy widząc ją w jej nowej pracy – zastępczyni kierownika akademika, och pardon, DOMU STUDENCKIEGO – stwierdza, że skądś zna tę twarz, jednak nie potrafi jej połączyć z takim „niezwiewnym” ciałem. Heather nie przejmuje się swoją wagą, szczególnie, że w akademiku zaczynają dziać się ponure rzeczy. Giną młode studentki, według policji uprawiające ryzykowny studencki sport zwany surfowaniem na windach, jednak nasza grubaska nie wierzy, by dziewczyny były zdolne do czegoś tak prymitywnego. Bo nie. Przystojny Cooper, który uratował ja od mieszkania na ulicy, zawodowy detektyw (i jej skrywana miłość) włącza się w jej osobiste śledztwo rozpraszając swoim seksownym wyglądem na każdym kroku. Dlaczego dziewczęta giną w niewyjaśnionych okolicznościach i czy Pan Detektyw Skórzana Kurtka zapała jakimś uczuciem do naszej zabawnej XL?

Kompozycja:
Główna postać spodobała mi się od pierwszej kartki. Jej poglądy na swoją tusze są tak budujące, że ja sama zaczęłam mieć mniejsze kompleksy. Jest otwarta i bardzo swojska przez co pałamy do niej sympatią od samego początku. Jej luźne przemyślenia wtrącane co chwile rozluźniają atmosferę toczącego się wątku kryminalnego, który muszę powiedzieć jest całkiem nieźle zawiązany. Uwielbiam książki autorki za niesztampową konstrukcję, tutaj za wrzucanie na początku rozdziału kartek wydartych z notatnika głównej bohaterki ze słowami śpiewanych przez nią kiedyś piosnek. Nie jest to parodia kryminału, jakiej spodziewałam się na początku, wszystko się ze sobą zazębia stawiając w kulminacyjnym punkcie na bardzo wartką akcję. Duży plus!

OCENA:  7/10
Przyjemne czytadełko na poprawę humoru w końcu z bohaterką, która nie jest szkieletorem i modelką z okładki nastoletniego pisma. Swoja kobieta muszę powiedzieć ( i wcale nie wpływają na ocenę moje nadprogramowe kilogramy 😛 ), która jest zdeterminowana i nie irytująca, przez większość książki, ze swoimi rozterkami miłosnymi. Polecam na książkowego kaca i przełamanie czytelniczej blokady!

 


 

Cykl: Papla
Książki: Papla, Papla w wielkim mieście oraz Papla wychodzi za mąż
Wydawnictwo: Amber
Lata wydania: 2006-2008
Ilość stron: 285, 229, 269
Tłumaczenie: Edyta Jaczewska (I-II), Kinga Kwaterska (III)

Fabuła:


Tom number one:

Lizzie przeciętna kobietka, która właśnie skończyła studia. Zakochana w przystojnym Brytyjczyku wyrusza na wakacje do Anglii, by przekonać się, że jej wymarzony Andrew okazuje się prostackim Andym, który nie ma swojego mieszkania, tysięcy funtów na koncie i beztroskiego życia by rozpieszczać ją całymi dniami w wielkim łożu z satynową pościelą. Wsiada więc w pociąg do swojej przyjaciółki, która z chłopakiem spędza wakacje pracując we francuskim château i ucieka po angielsku poprzez kanał La Manche. Podczas poszukiwania miejsca – koniecznie przodem do kierunku jazdy i przy oknie- poznaje Jean-Luca i wylewa z siebie cały żal po nieudanym trzymiesięcznym (!) związku na całe życie. Nasza bohaterka ma jeden problem, duży problem – nie potrafi trzymać języka za zębami. Jednak dochodzi do wniosku, że przecież widzi tego człowieka na oczy pierwszy i ostatni raz. No cóż. Nie. Okazuje się, że jest on synem właścicieli zamku w którym przebywają Shari i Chazz. Och, cóż za zaskoczenie. Po intensywnych dwóch dniach we Francji i ogromnym natłoku perypetii i wzdychania do nowo poznanego faceta mamy happy end. Wow.

 

 

Bum tom drugi:
Zdecydowana wyprowadzić się do Nowego Yorku Lizzie wystawia jednak swoją najlepsza przyjaciółkę i zamieszkuje ze swoim księciem z bajki. Wszystko wydaje
się idealne jednak ona uważa na każdym kroku by druga połówka nie wiedziała o uciskających majtkach i przybraniu na wadze. Spełnia się jednak jej marzenie o pracy w salonie zajmującym się renowacją sukien ślubnych. Jej język, bez pomocy świadomości, lecz przeciwko niej, rusza do akcji. Więc tak oto główna bohaterka wrabia się w niepłatną robotę u monsieur Henriego i jego żony. No cóż, praktyka przynajmniej wpisuje się w CV. By znaleźć zajęcie zarobkowe zostaje sekretarka w firmie ojca swojego przyjaciela. Teraz już w końcu na prostą? Nope. Shari staje się fanatyczną pracoholiczka, zostawia swojego chłopaka, matka księcia z bajki wdała się w romans, a ona musi trzymać język za zębami. I gdzie do cholery, jest jej pierścionek zaręczynowy, dlaczego „długorzęsny” przystojniak jeszcze nie wpadł na pomysł wspólnego życia na zawsze?

 

Łoho ho tom trzeci:
O, a jednak wpadł na ten głupi pomysł zaręczyn, tylko dlaczego w brzuchu Lizzie nie pojawiają się motyle a nerwowe boleści, a na jej ręce wykwita wysypka na samą myśl o zaplanowaniu własnego wesela. Na dodatek Chazz jest całkiem przystojnym facetem i zna wszystkie jej przyzwyczajenia i tak przyjemnie całuje. Sprawy w salonie posuwają się w dobrym kierunku, jednak rozterki sercowe głównej bohaterki zajmują lwią cześć tego tomu. Czy dochodzi do ślubu z Lukiem i czy książę z bajki podejmuje decyzje które satysfakcjonują naszą bohaterkę…hmmm…uwaga spoiler – NIE.

Kompozycja:
O bogowie wszyscy istniejący i nie. Dawno nie spotkałam tak irytującej bohaterki. Lizzie Nicols jest najbardziej infantylną 23 latka jaką kiedykolwiek poznałam w literackim świecie. Jej wynaturzenia na temat rzęs Luka i sprężystości jego bicepsów sprawiały, że miałam odruch wymiotny. Jak w wieku 23 lat można przejmować się tylko tym, czy plama z sukienki zejdzie i mieć wyobrażenie, że życie to ciągłe leżenie w wielkim małżeńskim łożu i adorowanie przez księcia z bajki, który przyjeżdża na białym koniu i będzie nam usługiwał. Jeez! Kto wychowuje te amerykanki? Disney Channel?
Reszta postaci – jeszcze wykluczmy Luka bo jest zadufanym w sobie bubkiem – prezentuje się całkiem nieźle. Urocza babcia, spędzająca dnie przy Doctor Queen (bo Sully – w pełni ją rozumiem) i zaglądająca bardzo często do sherry, Chaz który mimo luzackiego wyglądu czy wszechobecnej czapeczki bejsbolowej, skrywa wrażliwego i bardzo poukładanego faceta. Pomysł na fabułę bardzo fajny, ale główna postać irytowała tak bardzo, że miałam ochotę wyjąć ją z książki potrząsnąć, spoliczkować, nawrzeszczeć i wrzucić z powrotem. Humor jest świetny i  nawet pojawia się wzmianka o polskich flakach (w sensie, że daniu a nie…no…wiecie), a jeśli zignorujemy biadolenie Liz i jej ciągły płacz o byle pierdołę, można uznać, że książka poprawia nastrój i pozwala się zrelaksować.

OCENA: 4/10
Jeden ze słabszych cyklów Pani Cabot, dobrze, że na blokady czytelnicze zostało mi jeszcze kilka nieruszonych pozycji z pod jej ręki. Jej książki są specyficzne. Albo się je lubi albo wręcz odwrotnie. Bardzo prosty język i prześmiewcze dialogi nadają im lekkość, sprawiają, że czytamy każdą stronę z nieblednoącym uśmiechem na ustach. Trzeba zabierać się za te pozycje i nie nastawiać się na wyniosłe opisy czy poważne problemy. Wszystko przedstawione momentami w krzywmy zwierciadle, pozwala oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Sięgam po książki Meg Cabot bez zastanowienia i wahania, ponieważ zakochana i wierna „Pamiętnikom Księżniczki” ufam jej warsztatowi pisarskiemu i poczuciu humoru.

(Visited 18 times, 1 visits today)