Czy to już koniec? Rhysandzie wróć!

Długo. Bardzo długo książka zerkała na mnie z półki, kusząc a jednocześnie zatrważając. Co jak po nią sięgnę? A jak dojdę do końca? Co zrobię ze swoim życiem wtedy. Nie potrafiłam przełamać strachu przed nieuniknionym. Ile można odwlekać lekturę pozycji na którą się tak bardzo czekało. Nie czułam takiego uczucia od momentu wychodzenia na rynek nowych powieści o Harrym Potterze. W końcu ulegając naciskom mojej książkowej psiapsióły ( pozdrawiam Sylwię :)), przełamałam się i połknęłam te 850 stron w jeden dzień! Co to były za emocje!

Od wydarzeń pod Górą wiele zmieniło się w życiu Feyry. Przede wszystkim zmienił się mężczyzna u jej boku. Knując intrygę wraca na Dwór Wiosny, by zgotować Tamlinowi istne piekło na ziemi. Nad bohaterami coraz wyraźniej wisi wizja wojny z Hybernią, król pozwala sobie już na wiele, zalewając Prythian swoim plugastwem. Feyra czeka tylko na moment w którym będzie mogła przytulić się do ukochanego oraz sprawdzić czy jej siostry, teraz uwięzione w nieśmiertelnych ciałach fae, radzą sobie jakoś z tragedią, która je spotkała.

 

Odnajdę cię znowu w następnym świecie… W następnym życiu. I wtedy będziemy mieli ten czas. Obiecuję.

 

Ostatnia cześć trylogii nie jest już tak dynamiczna jak jej poprzedniczki. Nie mówię jednak, że brakuje w niej napięcia czy zwrotów akcji. Powieść podzielono na trzy części, co znacznie ułatwia odnajdowanie się w wątku. Mamy Feyrę, w pierwszym tomie odrobinę zagubioną, waleczną, ale też taką nijaką. W drugim wyrabia sobie jakiś kręgosłup, ale nadal jest niezdecydowaną nastolatką. Tutaj na “dzień dobry” dostajemy królową intryg, opanowaną zimną… kobiete (by nie powiedzieć panią pies) o wyrachowanym uśmieszku i nieczystych zagraniach. Swoje moce opanowała do takiego stopnia, że infiltruje każdy zakątek Dworu nie ruszając się z fotela. Wait. Gdzie jest tak zadziorna dziewczyna, która umiała co najwyżej puścić bąka z wody? Kiedy to się stało, że wyrobiła w sobie opanowanie na poziomie master. Nie potrafiłam się jakoś przemóc do tej “nowej, lepszej” bohaterki. Na szczęście po ucieczce, w której uczestniczy moja ulubiona postać, czyli Lucek, i wpadnięciu sobie w ramiona z Rhysandem, wraca nasza stara, dobra, przekomarzająca się fae. (pomijam fakt wojny, wojsk, ale nasze gołąbki mają czas na zmysłowe kąpiele i seksy). Wątek więzi między Feyrą a Rhysem jest tutaj spłycony do wzajemnego klepania się po plecach i wspierania. Zniknęła gdzieś iskra, która między nimi przeskakiwała i sprawiała, że i mnie wykwitały rumieńce. Rhysand oczywiście nie stracił swojego uroku, nadal sprawia, że tłumy fanek sikają po nogach z zachwytu. Po prostu związek, który został nam teraz zaserwowany, jest już stabilny i pewny. Nie mamy już niepewności i tego pazura, który kazał im o siebie walczyć.
W “Dworze skrzydeł i zguby” pani Maas skupiła się bardzo mocno na kobiecej stronie tego świata. Pojawiły się na stałe dwie nowe postacie – Elaine oraz Nesta, które mieszkając w naszym ukochanym Velaris siłą rzeczy brały udział praktycznie we wszystkich wydarzeniach. Do przodu został również popchnięty wątek Amreny i jej “ludzkiej” strony. Wiele dowiadujemy się również o Morrigan, co wprawia nas w nostalgiczny nastrój, ponieważ zaczynamy rozumieć jej motywy i wszystkie minione wydarzenia i romanse.


OCENA 9/10
Nie zawiodłam się na tej powieści, bo kocham ten świat całym  swoim serduszkiem, jednak brakowało mi czegoś, tego napięcia między czytelnikiem a bohaterami. Trylogię Dworów wpycham każdemu kto zapyta mnie o dobry romans, czy książkę fantasy. Jest dla mnie uniwersalna, a kobieca część czytelników dostaje postacie z którymi może umykać w fantazje i swoje magiczne światy.

(Visited 7 times, 1 visits today)
Share