Czy i my gnamy w tym kierunku?

463473-352x500

Tytuł: Twórcy
Autor: Rupert Grinn
Wydawnictwo: Warszawska Grupa Wydawnicza
Rok wydania 2016
Ilość stron: 240

Książkę w formie elektronicznej otrzymałam od samego autora. Science fiction nie jest może numerem jeden wśród gatunków, które czytuje, ale stwierdziłam, że warto rzucić okiem na początkującego Polskiego autora. Każdy kiedyś zaczyna, przecież ja również.

Zajawka książkowa ukazuje nam ogólny zarys fabularny:

?Jest rok 2660. Ludzie żyjący w różnych wszechświatach nie są szczęśliwi ? ich życie jest zautomatyzowane i pozbawione wszelkich emocji. Już od pierwszych dni życia zażywają preparat, który zabija w nich zdolność kreacji oraz odczuwania. Zwolenników prawdziwego człowieczeństwa jest niewielu. Chcą nadać światu inny wymiar, ale ceną jest zgładzenie miliardów ludzi?

W roku 2660 wykryto po drugiej stronie Septium cywilizację. Ona także walczyła o przetrwanie. Pozbawiony sumienia i emocji rząd wydał rozkaz zniszczenia owej rasy. Wyścig zbrojeń trwa po dziś dzień, a imię projektu śmierci brzmi: M. E. S. J. A. S. Z. ?

 

Fabuła:
Książka raczy nas wstępem, wyjaśniającym co w trawie piszczy. Dlaczego świat stał się taki a nie inny, dlaczego ludzie zaczęli zażywać lek pozbawiający ich emocji. Musze stwierdzić, że gdzieś już spotkałam się z motywem ?wypierania? ludzi z uczuć dla wyższych celów i wiedziałam, że gnamy w powieść o antyutopijnym systemie, który postawi nas przed moralnymi wyborami. Nie jest to może szczyt moich czytelniczych marzeń, ale jak zaczęłam to muszę powieść ukończyć.
Zostajemy wrzuceni w środek wydarzeń z ogólnym tylko zarysem świata. Dla mnie to trochę mało i na początku bardzo się gubiłam i zatrzymywałam, zastanawiając nad niektórymi stwierdzeniami. Gdzieś z tyłu głowy gromadziło mi się wiele pytań, natknęłam się na kilka niejasności. Poznajemy Lily, która wpatrzona jak w obrazek oddaje się Robertowi Queenowi ? człowiekowi wiedzionemu nienawiścią. Odnosimy wrażenie gardzenia naszą bohaterką, niechęcią do niej jako jednostki. Doszukiwałam się tego braku emocji w przedstawionej scenie. Dopiero chwile później dowiedziałam się jednak, że oboje nie zażyli SIQ. Ona by podjąć ważną decyzję wagi światowej, on by zostać przywódcą cywilizacji. Brnąc dalej nie znalazłam jednak, wielu emocji w tych kilku czujących istotach (najczęściej spotkacie łzy żłobiące ich policzki). Akcja posuwa się bardzo szybko, czasami przeskokiem jest kilka dni, czasem miesiąc, dlatego trzeba mocno się skupiać by nic nie umknęło. Lily wstępuje w szeregi separatystów. Dociera do niej, że cywilizacja w której żyje skazana jest na zagładę i podjęta przez nią decyzja nie wiele może zmienić. Trybunał jest zlepkiem nieczujących maszyn, wszystko jest kontrolowane ? nawet szybkość wzrostu populacji. Dlatego trzeba odblokować w ludziach potok emocji, by dotarły do nich w końcu wyrzuty sumienia. Tutaj wszystko rozwiązuje się bardzo szybko i nasza bohaterka zostaje odsunięta od swoich wpływów, a zimny Robert, który zażył już systemowy lek dochodzi do władzy.

-Gdybyś miał emocje zapewne zachwyciłbyś się tym widokiem – szepnął Dolan.
-Nie muszę mieć emocji, by docenić piękno – odparł [Robert].

W kolejnej części dziejącej się 11 lat później poznajemy Toma ? który został stworzony po to by podpowiedzieć ?maszynowemu? Trybunałowi czy zniszczyć podobną im cywilizację czy poświęcić swoją własną. W końcu czytając scenę ?stworzenia? naszego bohatera rozwiały się moje pytania co do krótkiego życia naszych bohaterów, bo dla przykładu taka Lily w tym świecie żyła rok, a była przecież dorosłą kobietą. Wraz z Lily odegrają ważna rolę, chociaż przez wiele stron wydawało mi się, że to Queen jest tutaj głównym bohaterem. Nie chce zdradzać reszty fabuły i zakończenia książki. Czeka nas po drodze jeszcze kilka części. Pojawią się postacie które dążą do stworzenia świata idealnego, do znalezienia harmonii pomiędzy dobrem a złem. Do wyrwania się z nicości. Końcówka jest zaskakująca i spada na nas niesamowity zwrot akcji, a to wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie.

-Królu nicości?
-Tak?
-Stwórzmy coś razem.

Kompozycja:
Książka podzielona została na pięć części. Szokujące, biorąc pod uwagę, że ma zawrotne 240 stron. Przez początek przedzierałam się z duża dozą niechęci, nie potrafiłam wbić się w fabułę, czasami się gubiłam, jednak z każdą kolejną strona odnajdywałam się w świecie łatwiej i przyjemniej. Zamysł jest genialny. Autor stworzył coś nowego. Wolałabym jednak by na początku było więcej przedstawienia samego świata. Z opisami w powieści ubogo, prócz lakonicznych zarysów miejsc w których się znajdujemy, dlatego ciężko jest zbić obraz w całość, próbować sobie cokolwiek wyobrazić.
Postaci. Jest ich wiele. Są. To w sumie tyle. Nie są wyraźnie zarysowane. Rozumiem, że miały być pozbawione emocji, że taki był zamysł autora, jednak nie potrafiłam przywołać ich w myślach do jakiegoś konkretnego kształtu. Był kleks nazywający się Lily, kleks zwany Robertem itd. Nie zawsze łapałam się też w powiązaniach i uczuciach pomiędzy bohaterami.


Ocena 4/10
Książka jest debiutem i widzę potencjał w stworzonym przez autora świecie. Polecam osobom, które lubią zagłębiać się w futurystyczne uniwersum . Liczę, że autor nie zaprzestanie tworzenia i doskonalenia się w kunszcie pisarskim. Prosiłabym tylko o rozbudowanie opisów, ponieważ to one kreują nam książkowy klimat. Mam nadzieję za jakiś czas ujrzeć kolejną powieść tego młodego człowieka.

(Visited 45 times, 1 visits today)
Share