Przez Atlantyk po miłość z Gaelen Foley

Tytuł: Kusicielski pocałunek
Autor: Gaelen Foley
Wydawnictwo: Amber
Tłumaczenie: Agata Kowalczyk
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 350

 

Romans, romans, u mnie w kółko romans. Nie wiem dlaczego tak mocno zatęskniłam za tanimi romansidłami. Nie upadłam na tyle, by sięgać po cieniutkie harlequiny, więc jest jeszcze dla mnie ratunek. Będąc ostatnio w bibliotece brałam takie książki hurtowo, a że wisi nade mną data zwrotu, starałam się je przeczytać jedną po drugiej, bez innych przerywników. Gaelen Foley to nieznana dla mnie autorka. Nigdy nie spotkałam się z nią podczas moich wycieczek między bibliotecznymi półkami. Do sięgnięcia po tą powieść zachęcił mnie opis na tylnej okładce.

Ojciec pięknej Eden Farraday, genialny botanik, od lat prowadzi badania w amazońskiej dżungli i ani myśli wracać do Anglii. Młoda, niezamężna dziewczyna nie chce pogodzić się z tą decyzją. Na domiar złego asystent profesora uparcie zabiega o jej rękę. Eden widzi tylko jedną drogę ratunku – musi przekonać przystojnego kapitana, Jacka Knighta, żeby zabrał ją do kraju. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że statek, na którym zamierza dopłynąć do Londynu, wykonuje tajną misję.

Fabuła:
Eden Faraday jest córką Victora, upartego starego człowieczka, uważanego za jednego z najwybitniejszych botaników. Ostatnie 12 lat swojego życia, po śmierci matki, spędziła nad rzeką Orinoko, ukrywana przed światem zewnętrznym i wytęsknionym Londynem. Nie żyło się jej źle, nie dotyczyły jej konwenanse, ograniczenia czy ubiór. Jak Tarzan wspinała się na drzewa i eksplorowała dżunglę z maczetą przytroczoną do pasa. Przyjaciel ojca –  Conor, ma chętkę na ustatkowanie się z nasza rudowłosą pięknością. A co na to Eden? Owszem szuka męża, w sumie to już „ten wiek”, jeszcze trochę i zostanie stara panną, jednak średnio traktuje towarzysza ekspedycji jak mężczyznę do wzięcia.
Jack Knight zupełnie przypadkiem przepływa w pobliżu obozowiska dostrzegając siedzącą okrakiem na konarze drzewa Eden. Wtedy w główce naszej amazońskiej dziewczyny kwitnie pomysł, by na jego statku przedostać się do upragnionego Londynu. Tam wkraść się w śmietankę towarzyską, tańczyć na wystawnych balach i w końcu znaleźć upragnioną miłość. Do czego doprowadzi, złożony na ustach Eden złośliwy pocałunek? Jeśli lubicie buntownicze kobiety powinniście przekonać się sami.

 

– Chcesz maczetę? Świetnie. Proszę bardzo.
Bez ostrzeżenia cisnęła długim nożem. Maczeta śmignęła w powietrzu i wbiła się w maszt nieprzyjemnie blisko głowy Jacka. […] Oczy Jacka mimowolnie błysnęły dumą. Spojrzał z kwaśną miną na długie ostrze, wciąż drżące, po tym gdy wbiło się w drewno na dobre pięć centymetrów. […]
– Panno Farraday – rzucił karcąco Jack, kręcąc pobłażliwie głową. – Skaleczyła mi pani okręt.

 

Kompozycja:
Akcja książki rozpoczyna się w roku 1818. Mój ulubiony okres w historii <3 Nasze postacie są wyraźne i mocno zarysowane. Mamy Eden – dziewiczą, upartą, nieustępliwą i zaradną, a także Jacka – twardego uchodzącego za pirata handlowca, który w środku nosi bardzo delikatne i kochające serce. Zderzenie tych dwóch osobowości, wybucha całą masą śmiesznych sytuacji! Między naszą dwójką narastają zgrzyty, które jak można się spodziewać przerodzą się w coś poważniejszego – przecież to romans, nie? Tło historyczne naprawdę bardzo sprawnie przedstawione, ciekawostki które można wyciągnąć z tekstu, sprawdzałam w internecie by rozwinąć temat. Bardzo podobały mi się opisy botaniczne roślin oraz otoczenia Eden, były szczegółowe, ale nie nudne. I w końcu to co urzekło mnie w tej powieści najbardziej – wątek marynistyczny. Biorąc do ręki książkę z różową okładką, nie spodziewałam się tak przyjemnego przedstawienia życia na statku. Wnioskując z opisu na okładce, liczyłam na szybką jedno-rozdziałową podróż, a tutaj mile zaskoczona pływałam po Atlantyku większą część historii. Nie jestem jakąś super-fanką tego typu książek, mój Adam podtyka mi je na każdym kroku, a ja zawsze wzbraniam się rękami i nogami. Może jednak czas sięgnąć po marynistykę, skoro słowne pływanie po morzach sprawia mi taką przyjemność?
Minusem był zbyt szybko rozwijający się wątek erotyczny. Czasami łapałam się na tym, że krzywię się do książki nad naiwnym postępowaniem postaci czy pominięciem istotnych szczegółów sceny (nie tej erotycznej zboczuszki!). Język jest płynny, nie zauważyłam literówek – co bardzo rzadko się ostatnio zdarza, czcionka nie męczyła oka. Musze zwrócić uwagę na papier w tym wydaniu, jest bardzo przyjemny w dotyku. Bezwiednie gładziłam go palcem w trakcie czytania, ponieważ sprawiało mi to niewyobrażalną satysfakcję 🙂

Ten świat to bardzo złe miejsce dla idealistów. Trzeba pilnować własnego interesu, bo nikt nie zrobi tego za ciebie.


OCENA 6/10
Wyciągając rękę po wydanie z tej konkretnej kolekcji – cukierkowo różowe – niejednokrotnie przekonywałam się, że treść ukryta w środku jest całkiem niezłej jakości. Czytywałam pięknie wydane tomiszcza które wiały nudą i odstraszały badziewnymi opisami aktów miłosnych. Tutaj wszystko jest wyważone. A osobom z chorobą morską radze by zażyły swoje leki, ponieważ załoga „Wiatru Fortuny” na pewno nie uraczy was nudnym rejsem! Książka idealna na jesienny wieczór przy gorącym kakao. Zasmakujcie amazońskiej dżungli, atlantyckich sztormów i wścibskości londyńskiego światka.

(Visited 42 times, 1 visits today)